CHKDSK

17 03 2008

Porzucenie bloga… wcale o tym nie myślę, ale należało by wytłumaczyć, dlaczego tak dawno nie publikowałem nowego wpisu. Otóż, choć wydaje się to wyjątkowo durna wymówka, przez ostatnie dwa tygodnie komputer i system codziennie psuł mi się na inny sposób. Tak więc zamiast go używać, cały czas go naprawiałem, i nawet nie myślałem, żeby publikować wpisy.

Jak go naprawiałem? W większości przy użyciu wyjątkowo prostego i prymitywnego, ale też nieco skutecznego programu CHKDSK dołączonego do systemu M$ Windows. Jeśli Okienka stwierdzą, że (kolejny raz) zgubiły jakiś plik z systemu, trzeba włożyć płytę instalacyjną, uruchomić konsolę naprawczą (przycisk R) i wpisać chkdsk /r. Proste? Wtedy rzekomy program zaczyna sprawdzane i ewentualnie naprawianie błędów. Trwa to - mniej więcej - czterdzieści minut, czyli więcej niż instalacja systemu (dlatego napisałem, że jest prymitywny). W większości przypadków to pomaga, bynajmniej jeśli natrafi na coś “ostrzejszego”, traci morale i mówi, że partycja ma jakiś nieodwracalny błąd. Jak się okazuje, w większości przypadków, trzeba otworzyć obudowę, znaleźć dysk twardy, wyjąć z niego wszystkie wtyczki i wsadzić z powrotem. Kiedy to nie działa, to znaczy, że ma się coś ze sprzętem.

No i ja miałem - okazało się, że siadła cała płyta główna, a po drodze dokonała takiej awarii systemu, że trzeba go było ostatecznie sformatować. Zrobili to panowie specowie ze sklepu, w którym tą płytę główną wymieniono na nową, ponoć lepszą. Ale trzeba było wszystko wgrywać od początki, po miesiącu sprawnego działanie poprzedniej “edycji”. Obecna ma już numer ósmy :).

Jednak niestety panowie specowie wgrali “ikspeka” z SP2, którego do tej pory się wystrzegałem. A to dlatego, że moja wersja CHKDSK jest już bezużyteczna, czyli czuję się tak niepewnie, jakbym miał wersję OEM.