Portal: The First Slice

28 03 2008

Valve stworzyło parę miesięcy temu spore demo Portala z The Orange Box. Zawiera jedenaście etapów (choć ja bym powiedział, że dziesięć), więc wszystko wygląda niby dobrze, z tym, że mogą to demo pobrać tylko użytkownicy GeForce’ów (cóż za rasizm!). Ponoć wcześniej na Steamie były jakieś darmowe tytuły dla Radeonowców, więc widocznie - równowaga musi być. Demo zostało udostępnione w pakiecie razem z dwoma modami do Half-Life’a 2, oraz minigierką Peggle Extreme (o którym już pisałem). Można ten zestaw pobrać stąd.

Jakby ktoś mimo wszystko nie wiedział czym jest Portal, jest to gra logiczna, w której trzeba przechodzić przez wypchane przeszkodami poziomy poprzez przechodzenie przez samodzielnie tworzene portale i ewentualnie się coś w nie wrzuca. Naraz aktywne mogą być dwa portale - żółty i niebieski. Gdy się wejdzie w jeden, wyjdzie się drugim. Tworzy się je za pomocą małego działka. Jeśli ktoś jeszcze nie jarzy - to jest strona Portala na Steamie.

Te początkowe poziomy, które mamy w demie są tak skonstruowane, że można wystrzeliwać tylko niebieskie portale, a żółte są tylko w jednym miejscu. Wypróbowałem na tej grze jeden z kodów do Half-Life’a 2 (one chyba działają we wszystkich grach Valve) - impulse 101. W HL2 dawał on wszystkie bronie. w Portalu - to samo (!). Nie dość, że działko otrzymuje wszystkie znane możliwości, to mamy też każdą giwerę z HL. Można więc raczyć kostki i przyciski z pistoletu, magnum, strzelby, karabinku pulsacyjnego, czy przyciągać różne rzeczy działkiem grawitacyjnym. Można też przyjrzeć się kulkom energetycznym - to te same, które wystrzeliwuje karabin pulsacyjny. I jeśli strzeli się taką z Gravity Gun - zachowuje się tak samo.

Ciekawy jestem, jak się tam znalazły te narzędzia. Mam co prawda zainstalowane demo Half-Life’a 2, ale nie ma tam wszystkich broni. A tu są! Bynajmniej - można się dowiedzieć, jak fajne są te bronie, i jak warto sobie kupić HL2. Albo od razu całego Orange Boksa.





Peggle Extreme

27 03 2008

Chociaż Steam jest jedynym znanym mi programem, który sam tworzy wokół siebie przytłaczający klimat ciągłego zagrożenia (PRAWIE jak BioShock), to znajduje się tam spora kolekcja gier dla dzieci do kupienia w cenach od $9,95 do $19,95. Jedyną którą porządnie wypróbowałem jest Peggle, tzn. jej demo (no, ja nie należę do tych, którzy wydadzą w internecie dziesięć dolarów). Ja dla mnie - genialna, i mimo prostoty lepsza od wielu FPS-ów i RPG-ów. Największa wada właściwie nie ma znaczenia - chodzi o cukierkowatość.

Dla tych, którym to mimo wszystko przeszkadza przygotowano dziesięcioetapową edycję pt. Peggle Extreme (lnk). Darmową oczywiście, bo inaczej bym jej nie pobrał. Chodzi o Peggla utrzymanego w stylistyce Half-Life’a 2, Team Fortress 2 i Portala (czyli sympatyczną reklamówkę The Orange Box). Widać to od samego początku - jednorożec z headcrabem na głowie w menu głównym to wyraźny sygnał, że nie ma się do czynienia z normalną grą. Tła plansz przedstawiają m.in. Vortiguanty, działka z TF2, Companion Cube’y i inne. W końcowych poziomach wystrzeliwane kulki mogą nawet przechodzić przez portale.

Ano właśnie - jakby ktoś nie wiedział - Peggle polega na zestrzeliwaniu  kolorowych, statycznych kulek czy kwadratów rozmieszczonych w przestrzeni za pomocą działka u góry ekranu zasilanego srebrnymi, okrągłymi “nabojami”. Na początku ma się ich dziesięć, a jeśli ostatecznie któryś spadnie do dziury wędrującej po belce na dole, wraca ona do magazynka. Inaczej się ją traci. Gdy zbije się wszystkie pomarańczowe, przechodzi się dalej (video1 i video2 z Peggle Deluxe). Jeśli nie boisz się Steama - wypróbuj.





CHKDSK

17 03 2008

Porzucenie bloga… wcale o tym nie myślę, ale należało by wytłumaczyć, dlaczego tak dawno nie publikowałem nowego wpisu. Otóż, choć wydaje się to wyjątkowo durna wymówka, przez ostatnie dwa tygodnie komputer i system codziennie psuł mi się na inny sposób. Tak więc zamiast go używać, cały czas go naprawiałem, i nawet nie myślałem, żeby publikować wpisy.

Jak go naprawiałem? W większości przy użyciu wyjątkowo prostego i prymitywnego, ale też nieco skutecznego programu CHKDSK dołączonego do systemu M$ Windows. Jeśli Okienka stwierdzą, że (kolejny raz) zgubiły jakiś plik z systemu, trzeba włożyć płytę instalacyjną, uruchomić konsolę naprawczą (przycisk R) i wpisać chkdsk /r. Proste? Wtedy rzekomy program zaczyna sprawdzane i ewentualnie naprawianie błędów. Trwa to - mniej więcej - czterdzieści minut, czyli więcej niż instalacja systemu (dlatego napisałem, że jest prymitywny). W większości przypadków to pomaga, bynajmniej jeśli natrafi na coś “ostrzejszego”, traci morale i mówi, że partycja ma jakiś nieodwracalny błąd. Jak się okazuje, w większości przypadków, trzeba otworzyć obudowę, znaleźć dysk twardy, wyjąć z niego wszystkie wtyczki i wsadzić z powrotem. Kiedy to nie działa, to znaczy, że ma się coś ze sprzętem.

No i ja miałem - okazało się, że siadła cała płyta główna, a po drodze dokonała takiej awarii systemu, że trzeba go było ostatecznie sformatować. Zrobili to panowie specowie ze sklepu, w którym tą płytę główną wymieniono na nową, ponoć lepszą. Ale trzeba było wszystko wgrywać od początki, po miesiącu sprawnego działanie poprzedniej “edycji”. Obecna ma już numer ósmy :).

Jednak niestety panowie specowie wgrali “ikspeka” z SP2, którego do tej pory się wystrzegałem. A to dlatego, że moja wersja CHKDSK jest już bezużyteczna, czyli czuję się tak niepewnie, jakbym miał wersję OEM.